Krótka wyprawa do Wiednia samochodem

Kocham podróże! Uwielbiam odkrywać nowe miejsca, ludzi i lokalną kuchnię. Zatem kiedy dowiedziałam się, że muszę pojechać do Wiednia w sprawach administracyjnych, postanowiliśmy razem z mężem zrobić sobie krótkie wakacje. Słyszałam tak wiele o tym mieście - piękna architektura, tort Sachera, słynny sznycel, europejska stolica kultury i sztuki. Czego tu nie kochać ?!


Moje oczekiwania były bardzo wysokie z racji historii i ekonomii tego austriackiego miasta. Wiem, że większość postów, jakie znajdziecie w internecie będzie przedstawiać Wiedeń w superlatywach.... jednak mój pierwszy dzień w Wiedniu był dla mnie męczącym rozczarowaniem. Po pierwsze, jeśli kiedykolwiek zdecydujesz się na podróż do stolicy Austrii - nie polecam wyprawy samochodem. Parkowanie było dla nas ogromną zagadką. W centrum Wiednia są różne strefy parkowania, w których określony jest maksymalny czas, na jaki możemy sobie pozwolić, by zostawić samochód (1,5-2h) oraz godziny płatnego parkowania różnią się w poszczególnych strefach. Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie miejsce kupowania biletów - brak tam biletomatów, które u nas są normą. W Wiedniu bilet można kupić przez specjalną aplikację lub np. w sklepie z tytoniem. Trzeba znaleźć sklep, który zazwyczaj nie znajduje się tuż obok naszego zaparkowanego samochodu. Problem z parkowaniem może wydaje się dość banalny. Jednak każdorazowe szukanie odpowiedniego miejsca i zakup biletu w 35C było poprostu męczące.


Centrum miasta jest faktycznie piękne i panuje w nim spokojna, melancholijna, filmowa niemal atmosfera. Małe, okrągłe stoliki przy których widać starszych panów w kaszkiecie czytających poranną gazetę, eleganckie panie palące papierosa i cieszące się filiżanką kawy... ten elegancki luz bardzo mi się podobał. Zdecydowaliśmy się odwiedzić słynną Café Central, która od 1876 roku była miejscem spotkań śmietanki towarzyskiej. Oczywiście zamówiliśmy tort Sachera, który jest chyba najbardziej znanym austriackim deserem. Muszę przyznać, że ten czekoladowo-morelowy przysmak zrobił na mnie wrażenie. Od pierwszej godziny przyjazdu towarzyszyła mi też filiżanka Wiener Melange, czyli bardzo popularnej w Austrii kawy, złożonej z 3 składników: lekkiej kawy mokka, gorącego mleka oraz pochodzącej z niego pianki. Całkiem niezłe, jednak osobiście preferuję mocne Americano z zimnym mlekiem :) Kultura kawy jest w Austrii bardzo rozpowszechniona, dlatego Wiener Melange towarzyszył mi do końca wyjazdu.





A gdzie na obiad? Mieliśmy w planie zjeść tradycyjny obiad w Plachuttas Gasthaus. Nasza cała wyprawa nie szła jednak zgodnie z planem, plany obiadowe również uległy zmianie. Podczas spaceru złapał nas silny deszcz i udaliśmy się do pierwszej napotkanej restauracji. Nie pamiętam nawet jej nazwy, za to pamiętam smak sznycla i sałatki ziemniaczanej. Bardzo chętnie powtórzę te danie przy kolejnej wizycie w Austrii! Zwłaszcza kwaskowate ziemniaczki! Po obiedzie (i po ulewnym deszczu) udaliśmy się w stronę zabytków i symboli miasta: Vienna State Opera, Pałac Schönbrunn i kilka innych miejsc. Niestety nie udało nam się zobaczyć wszystkiego ale dzięki temu mamy dobry pretekst, aby zawitać ponownie do stolicy Austrii. Największe wrażenie zrobiła na mnie Katedra Świętego Szczepana.




Nie będę jednak pisać o zabytkach, gdyż jest to temat wielokrotnie opisywany w przewodnikach, filmach i internecie. Chciałabym poruszyć temat estetyki miasta. Bardzo mi jej brakowało! Oczywiście, centrum jest zachwycające. Jednak kilka przecznic od serca miasta... zaczyna się estetyczny chaos. Nad większością ulic wisi mnóstwo kabli tramwajowych, a ilość znaków i świateł drogowych przyprawiał mnie o zawrót głowy. Ulice są szare, budynki nieszczególnie zadbane, wiele industrialnych obiektów niespodziewanie wyrasta nam przed oczami i straszy swoją depresyjną aparycją... zupełnie nie mogę zrozumieć logiki planowania przestrzennego w Wiedniu. Kolejnym negatywnym doświadczeniem był serwis w restauracjach. Zdawkowe podejście do gości szukających miejsca oraz wyraźna sugestia pozostawienia napiwku (z tym na szczęście spotkaliśmy się tylko raz - i ten jedyny raz nie zostawiliśmy napiwku). Poczuliśmy się troszeczkę "nieproszeni" i potraktowani z góry. Na szczęście w pozostałych miejscach obsługa była bardzo miła :) Przy okazji chciałam też przestrzec przyszłych turystów przed restauracją Motto Am Fluss, położoną nad brzegiem rzeki. W ciągu dnia widok jest raczej mało romantyczny, gdyż rzeka przypomina raczej stary kanał z filmów kryminalnych. Zamówione przez nas jedzenie było poprostu niedobre - kurczak w czerwonym curry był niezjadliwie przesolony, risotto było bez smaku. Ale przynajmniej Aperol Spritz był przyzwoity. Jestem osobą, którą naprawdę ciężko zniechęcić do zjedzenia, jednak kucharzom Motto Am Fluss się udało.


Moja pierwsza podróż do Wiednia była mało udana. Jednak lubię patrzeć na pozytywną stronę życia i cieszę się, że miałam okazję zobaczyć coś nowego. Jestem również przekonana o tym, że nie był to mój ostatni raz w austriackiej stolicy. Kolejny wyjazd zaplanuję z dużym wyprzedzeniem i w zupełnie innym charakterze: wysokiej klasy hotel, bilety do opery, koncert muzyki klasycznej, kieliszek szampana w restauracji z widokiem na miasto nocą. Myślę, że elegancja i luksus jest ważnym elementem historii Wiednia i równie ważnym elementem zapoznania się z tym miastem jak wiedeńczyk z krwi i kości. Wyjazd uświadomił mi również to, jak piękna jest nasza Warszawa. Ponadto nigdy więcej nie będę narzekać na płatności związane z parkowaniem. Thank you, Warsaw!





KONTAKT

Tel: +48 579 168 252
E-mail: katarzyna.igwe@bialelwy.pl

BIAŁE LWY -BIURO
Rakowiecka 30a

02-528 Warszawa
www.bialelwy.pl